Rodziny ofiar ze Smoleńska chcą audytu komisji Macierewicza

Rodziny ofiar ze Smoleńska chcą audytu komisji Macierewicza

Antoni Macierewicz wciąż nie opublikował raportu o katastrofie smoleńskiej. Rodziny ofiar mają dość ciągłego przekładania daty publikacji raportu i żądają audytu podkomisji zajmującej się sprawą.

Komisja smoleńska Macierewicza

10 kwietnia 2010 roku miała miejsce największa w historii katastrofa lotnicza w historii Rzeczypospolitej Polskiej. Samolot Tu-154, na którego pokładzie znajdowali się m.in. prezydent Lech Kaczyński i jego żona Maria Kaczyńska, rozbił się nieopodal lotniska w Smoleńsku. Przyczyną katastrofy miało być – oficjalnie – utracenie sterowności po tym, jak samolot zahaczył o brzozę – w połączeniu z fatalnymi warunkami (m.in. mgłą) poskutkowało to tragedią.

Sprawę ponownie zaczęła badać podkomisja Antoniego Macierewicza – zespół sprawdzał m.in., czy w Smoleńsku nie doszło do zamachu. Podkomisja wciąż nie opublikowała raportu końcowego. Antoni Macierewicz obiecywał, że raport będzie opublikowany przed 10. rocznicą katastrofy smoleńskiej. Następnie mówił, że opublikuje raport po kampanii prezydenckiej. Teraz twierdzi, że dane zostaną udostępnione tuż po tym, jak przeminie domniemana pandemia koronawirusa.

Rodziny ofiar mają dość i chcą audytu

Jakiś czas temu informowaliśmy, że Małgorzata Wassermann z PiS, będąc gościem w Polsat News, mówiła o tym, że powinno się przeprowadzić audyt komisji Macierewicza.

– Uważam, że dość długo czekamy na rozstrzygnięcia [podkomisji smoleńskiej]. Chciałbym wiedzieć, co jest tego przyczyną. Cierpliwie czekam 11 rok na to, aby na twardych przesłankach i dowodach dowiedzieć się, jak wyglądał przebieg katastrofy, bo dramatyczny skutek wszyscy znamy. Choćby z uwagi na upływ czasu, pojawiające się wątpliwości, chciałabym, aby taki audyt został przeprowadzony. Czuję się rozczarowana, że minęło 11 lat, a wciąż nie mamy wyników. Rozumiem, że taka praca wymaga czasu – mówił.

Wassermann wtórują, niezależnie od opcji politycznej, inni przedstawiciele rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Portal Interia dotarł do kilku osób, które mówią w zasadzie to samo, co polityk PiS w Polsacie.

– Tak [chce audytu – red.], bo nie wiadomo, co tam się dzieje. Strony wzajemnie oskarżają się o różne niegodziwości. Należałoby to sprawdzić i tyle. Jest tam jakiś rozłam. Istnieją narzędzia, które należy wykorzystać. Jednym z nich jest audyt – mówi.

Ewa Kochanowska, wdowa po rzeczniku praw obywatelskich Januszu Kochanowskim. Jacek Świat, poseł i mąż Aleksandry Natalli-Świat: – Nie będę ukrywał, że jestem mocno zniecierpliwiony tym, że działania podkomisji i prokuratury tak długo trwają, chociaż jednocześnie to rozumiem. Dawno przyjąłem zasadę, że prywatnych odczuć nie upubliczniam. Staram się wyjaśniać wątpliwości w bezpośrednich rozmowach z zainteresowanymi. Tak też będzie w tym przypadku – jeżeli powstanie pomysł audytu, to oczywiście z inicjatorami się spotkam, by porozmawiać o szczegółach. Wtedy podejmę decyzję, czy taką inicjatywę wesprzeć, czy nie.

– Ta podkomisja to sposób na kolejne drenowanie państwa z pieniędzy publicznych. Nic z tego dobrego nie wynika, w ogóle nie powinna funkcjonować, a w szczególności jako superodpłatna działalność, która nie robi nic. Po prostu uważam, że ta komisja nie powinna funkcjonować. Ciekawe, co do tej pory zrobiła i za jakie pieniądze. Poseł Maciej Lasek regularnie bada tę sprawę, podobnie jak senator Krzysztof Brejza. Zadają pytania, a wystarczy zebrać te odpowiedzi, by wiedzieć, że to wszystko po prostu nie działa – przekonuje Barbara Nowacka.

Ziobro tłumaczy się z przedłużającego się śledztwa smoleńskiego

– Mogę powiedzieć, że w tym bardzo trudnym śledztwie związanym z kontekstem politycznym i utrudnieniami, które państwo rosyjskie celowo stwarza, nie chcę powiedzieć prowokująco zachowując się w tej sprawie, prokuratura ustala to, co jest możliwe w tym procesie, nawet przy pominięciu dowodów, które nadal pozostają na terenie Federacji Rosyjskiej. W wyniku tych ustaleń prokuratura postawiła daleko idące zarzuty kontrolerom lotów na lotnisku w Smoleńsku – mówił Zbigniew Ziobro podczas konferencji prasowej.

Niesnaski w komisji i brzoza za 2,5 miliona złotych

Były ekspert komisji, Glen Jorgensen, zarzuca obecnym członkom, że nie zgodzili się na eksperyment, podczas którego umieszczona na rozpędzonym samochodzie brzoza miałaby zderzyć się ze skrzydłem wynajętego w tym celu TU-154.

Tadeusz Antoniak i Maciej Rusiński, wchodzący w skład obecnej komisji, odpowiedzieli byłemu ekspertowi na łamach „Gazety Polskiej”. Stwierdzili, że proponowane przez Duńczyka działania nie są konieczne, a w dodatku ich koszt wyniósłby ok. 2,5 mln złotych.

Jorgensen odpowiedział im w wywiadzie dla wPolityce.pl:

– Brzoza do wykonania koniecznego eksperymentu w USA, którą z powodzeniem można było kupić na terenie Stanów, jak wszystkie poprzednie drzewa za niewielką sumę pieniędzy, nagle u panów Antoniaka i Rusińskiego kosztuje 2,5 mln złotych, i to miałoby tłumaczyć brak przeprowadzenia kluczowego eksperymentu – uważa Duńczyk.

4 lata śledztwa pochłonęły miliony złotych

Prace komisji Macierewicza były wysoce kontrowersyjne. 4 lata prowadzenia śledztwa pochłonęły miliony złotych z polskiego budżetu. Przez długi czas członkowie komisji unikali odpowiedzi na pytania o koszty, jakie ponosił budżet państwa. Wiadomo, że w samym 2016 r. podkomisja wydała łącznie ok. 1,5 mln zł. W ciągu dwóch pierwszych lat kwota urosła do 5 milionów 900 tysięcy złotych.

W czasie prac pojawiały się coraz to „nowsze, lepsze” teorie. Najsłynniejsza, autorstwa Wacława Berczyńskiego, mówi o bombie termobarycznej, która miała rozerwać samolot. Barczyński twierdził również, że Tupolew mógł lecieć dalej tylko z jednym skrzydłem, a uderzenie w ziemie nie powinno być groźne dla pasażerów.

W raporcie technicznym członkowie komisji przekonywali, że wina leży po stronie Rosjan. Sugerowano także, że coś mogło się stać z samolotem podczas remontu, który przechodził w Rosji.

NCZAS.COM

Więcej postów